Wyprawa przez Polskie góry 2026

0 149 0 Share

6 dni w drodze

Dzień 1 — początek wyprawy i Góry Świętokrzyskie

Pierwszy dzień to przede wszystkim wejście w rytm wyjazdu.

Po opuszczeniu codziennych dróg kierunek prowadził na południe, w stronę Gór Świętokrzyskich. To jeszcze nie są wysokie góry, ale stanowią dobre otwarcie takiej wyprawy — coraz więcej zakrętów, pagórkowaty teren i wyraźne poczucie,  że zaczyna się właściwa podróż.

Nocleg — Camping Uroczysko

Pierwszego dnia zatrzymałem się na Campingu Uroczysko.
Nocleg kosztował tylko 30 zł.

Sam camping wyglądał trochę tak, jakby zatrzymał się jeszcze w czasach PRL.  Nie miało to jednak większego znaczenia, bo tego dnia zależało mi właściwie
tylko na tym, żeby znaleźć miejsce na namiot, przespać się i następnego ranka ruszyć dalej.

Na miejscu była możliwość rozpalenia ogniska, z czego oczywiście skorzystałem. Prysznice i toalety były dostępne i utrzymane w bardzo dobrym stanie. Nie potrzebowałem żadnych luksusów — po całym dniu jazdy wystarczał mi spokojny wieczór, ognisko i kilka godzin snu.


Camping Uroczysko — zobacz stronę

 


Dzień 2 — Beskidy, Gorce i Pieniny

Drugiego dnia zaczęła się już właściwa górska część wyprawy.

Na trasie pojawiły się kolejne pasma:
Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki, Pieniny i Gorce.

To właśnie w takich miejscach Africa Twin pokazuje, po co powstał motocykl adventure.

Nie chodzi nawet o jazdę terenową. Wysoka pozycja za kierownicą, wygodne zawieszenie i spokojna charakterystyka motocykla bardzo dobrze pasują do dróg, które co chwilę zmieniają kierunek i wysokość.

Zamiast myśleć o tym, ile kilometrów zostało do celu, można po prostu jechać.

Nocleg — Camping Polana Sosny

Drugiego dnia zatrzymałem się na Campingu Polana Sosny.
Koszt noclegu wyniósł 40 zł.

To camping nastawiony głównie na kampery, ale bez żadnego problemu znalazło się również miejsce dla jednego motocykla i niewielkiego namiotu. 

Nic szczególnie spektakularnego, ale też niczego więcej nie potrzebowałem. Spokojne miejsce na nocleg, gdzie można odpocząć po całym dniu jazdy i rano ruszyć dalej.

Polanę Sosny mogę spokojnie polecić osobom podróżującym motocyklem i szukającym prostego noclegu na trasie.


Camping Polana Sosny — zobacz stronę


Dzień 3 — Tatry, Beskid Żywiecki i Beskid Śląski

Trzeci etap prowadził przez jedne z najbardziej charakterystycznych terenów całej wyprawy.

Na trasie znalazły się
Tatry, Beskid Żywiecki i Beskid Śląski.

To właśnie ten fragment najlepiej pokazuje różnorodność całej trasy. Jednego dnia można przejeżdżać przez okolice wysokich Tatr, żeby później znaleźć się na znacznie spokojniejszych drogach Beskidów.

Motocykl cały czas pozostaje ten sam, ale krajobraz potrafi zmienić się bardzo szybko.

I właśnie to było jednym z głównych powodów tej wyprawy — nie zatrzymywać się na jednym regionie, ale przejechać przez kolejne pasma i obserwować, jak każde z nich ma własny charakter.

Nocleg — Camping pod Kasztanami

Trzeci nocleg przypadł na Camping pod Kasztanami, położony pod Ostrawą w Czechach.
Koszt noclegu wyniósł 60 zł.

To właśnie ten camping zapamiętałem przede wszystkim z ludzi, których tam spotkałem.

Wieczorem poznałem dwóch Czechów z Ostrawy. Usiedliśmy razem przy ognisku i przy kilku piwach rozmowa przeciągnęła się do późnego wieczora. To był jeden z tych spontanicznych wieczorów, których nie da się zaplanować przed wyjazdem.

Spotkaliśmy też kobietę z Australii, która kupiła w Niemczech BMW GS 1150 z koszem i podróżowała po świecie razem ze swoim psem.

Sama jej historia była już wystarczającym powodem do długiej rozmowy. Takie spotkania przypominają, że podróż motocyklem to nie tylko droga, góry i kolejne kilometry. Czasami najciekawsze rzeczy zaczynają się dopiero po zgaszeniu silnika i rozstawieniu namiotu.


Camping pod Kasztanami — zobacz stronę

 


Czechy — kolejny etap wyprawy

Po polskich Beskidach i Tatrach trasa zaczęła prowadzić przez Czechy.

Na tym etapie przejechałem przez
Beskidy Morawsko-Śląskie, Niski Jesionik i Jesioniki.

Zmiana kraju nie oznaczała końca górskich dróg. Wręcz przeciwnie — dalsza część wyprawy nadal prowadziła przez tereny, dla których warto podróżować motocyklem.

Nie trzeba organizować wielkiej wyprawy przez pół Europy, żeby poczuć zmianę. Czasami wystarczy przekroczyć granicę, a miejscowości, drogi i krajobraz zaczynają wyglądać trochę inaczej.


Dzień 4 — Góry Orlickie, Stołowe i Sowie

W dalszej części trasy pojawiły się
Góry Orlickie, Góry Stołowe i Góry Sowie.

To już inny charakter niż Tatry czy Beskidy. Drogi stają się częścią krajobrazu, a kolejne pasma płynnie przechodzą jedno w drugie.

Przy takim wyjeździe trudno wskazać jeden konkretny odcinek jako cel.
Cała trasa jest celem.

Nocleg — Camping Górska Sadyba

Tego dnia nocowałem na Campingu Górska Sadyba.
Koszt noclegu wyniósł 60 zł.

To miejsce zdecydowanie wyróżniało się spośród wcześniejszych campingów. Jest pięknie położone na wysokości około 600 metrów, z bardzo dobrym widokiem na górskie szczyty.

Teren jest duży, a zabudowa i sposób urządzenia całego miejsca robią bardzo dobre wrażenie. Widać, że właściciele nie stworzyli po prostu placu pod namioty i kampery, ale mieli na to miejsce konkretny pomysł.

Camping prowadzi małżeństwo, które zdecydowało się rzucić wcześniejszą pracę i zająć prowadzeniem tego miejsca.

W trakcie rozmowy zapytałem ich, czy można utrzymać się wyłącznie z prowadzenia campingu. Odpowiedź była szczera — niestety nie. Mają również dodatkowe źródło dochodu, bo sam camping nie pozwoliłby utrzymać się przez cały rok.

Takie krótkie rozmowy z ludźmi spotkanymi po drodze są dla mnie równie ciekawą częścią wyprawy jak same drogi.

 


Dzień 5 — Rudawy Janowickie i Karkonosze

Piątego dnia pojawiły się kolejne mocne punkty wyprawy:
Rudawy Janowickie i Karkonosze.

To jeden z tych regionów, w których nie trzeba specjalnie szukać górskiego klimatu. Jest praktycznie wszędzie.

Po kilku dniach podróży zaczyna wypracowywać się własny rytm. Rano pakowanie kufrów, cały dzień jazdy, wieczorem rozpakowanie i przygotowanie się do kolejnego dnia.

Nocleg — Ośrodek Wypoczynkowy Sudety

Piąty nocleg był zupełnie inny od poprzednich. Zatrzymałem się w Ośrodku Wypoczynkowym Sudety. Nocleg kosztował 200 zł.

Tym razem nie szukałem już kolejnego campingu. Przez mniej więcej pół dnia padał deszcz, byłem trochę przemoczony i potrzebowałem przede wszystkim suchego miejsca.

Chciałem się przebrać, odpocząć i rozwiesić mokre ubrania, żeby następnego dnia nie zakładać wszystkiego ponownie wilgotnego.

Po kilku dniach spania pod namiotem i wielu godzinach jazdy możliwość wejścia do suchego pokoju była wtedy zdecydowanie warta dodatkowych pieniędzy.


Ośrodek Wypoczynkowy Sudety — zobacz stronę


Dzień 6 — Góry Izerskie i droga do domu

Ostatnie pasmo na trasie to Góry Izerskie.

Potem zaczęła się już droga powrotna.

To zawsze specyficzny moment wyprawy. Przez kilka dni każdy kolejny kilometr prowadzi gdzieś dalej, a ostatniego dnia kierunek zmienia się na dom.

Motocykl nadal jedzie tak samo, droga nadal potrafi być ciekawa, ale człowiek zaczyna już w głowie podsumowywać cały wyjazd.

Dopiero wtedy naprawdę dociera, ile miejsc udało się zobaczyć i jak wiele różnych dróg można było połączyć w jedną sześciodniową trasę.


17 pasm górskich na jednej trasie

Podczas całej wyprawy trasa prowadziła przez:

  1. Góry Świętokrzyskie
  2. Beskid Wyspowy
  3. Beskid Sądecki
  4. Pieniny
  5. Gorce
  6. Tatry
  7. Beskid Żywiecki
  8. Beskid Śląski
  9. Beskidy Morawsko-Śląskie
  10. Niski Jesionik
  11. Jesioniki
  12. Góry Orlickie
  13. Góry Stołowe
  14. Góry Sowie
  15. Rudawy Janowickie
  16. Karkonosze
  17. Góry Izerskie

Najwyższy punkt na trasie znajdował się na wysokości około:

1256 m n.p.m.


Honda Africa Twin na trasie

Na takiej trasie Honda Africa Twin CRF1000 pokazuje przede wszystkim swoją uniwersalność.

Podczas tej wyprawy musiała radzić sobie z długimi odcinkami dojazdowymi, górskimi drogami, serpentynami, codzienną jazdą z pełnym bagażem i wielogodzinnym siedzeniem za kierownicą.

Właśnie przy takich wyjazdach najbardziej doceniam charakter motocykla adventure. Można rano spakować kufry i przez cały dzień nie zastanawiać się, jaki rodzaj drogi pojawi się za kolejnym zakrętem.


Noclegi — tanio, dopóki pogoda pozwalała

Choć nie ma potrzeby osobno opisywać wszystkich noclegów po raz drugi, warto spojrzeć na ich łączny koszt.

Pierwsze cztery noclegi kosztowały:
30 + 40 + 60 + 60 zł = 190 zł.

Dopiero ostatni nocleg, wymuszony w dużej mierze deszczem i potrzebą wysuszenia rzeczy, kosztował 200 zł.

Łącznie za pięć noclegów zapłaciłem więc 390 zł, czyli średnio 78 zł za noc.


Czy 2200 km w sześć dni to dużo?

Średnia wychodzi około 367 km dziennie.

Ale taka średnia niewiele mówi.

300 kilometrów przejechanych drogą szybkiego ruchu to zupełnie inny dzień niż 300 kilometrów przez góry, miejscowości, serpentyny i lokalne drogi.

Podczas tego wyjazdu nie chodziło więc o bicie rekordów kilometrowych, tylko o stworzenie trasy, na której każdy dzień będzie miał własny charakter.


Więcej niż kilometry

Po powrocie najłatwiej podsumować wyprawę liczbami:

6 dni.
Około 2200 kilometrów.
3 kraje.
17 pasm górskich.
1256 m n.p.m. — najwyższy punkt na trasie.
5 noclegów.
390 zł wydanych na noclegi.

Ale same liczby nie pokazują całej wyprawy.

Nie pokazują dróg, którymi pierwszy raz przejechałem, widoków pojawiających się nagle za zakrętem, wieczornego ogniska z ludźmi poznanymi kilka godzin wcześniej ani historii australijskiej podróżniczki przemierzającej świat motocyklem z psem.

Nie pokazują rozmowy z właścicielami niewielkiego górskiego campingu ani momentu, gdy po pół dnia jazdy w deszczu najważniejszym miejscem na świecie staje się po prostu suchy pokój.

I właśnie dlatego najlepszym podsumowaniem tej wyprawy pozostaje:

Więcej niż kilometry.

Bo właśnie o to w takich wyjazdach chodzi.

Share

Share this article

Facebook X LinkedIn WhatsApp Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *