Honda Africa Twin w Bieszczadach – 1200 km w trzy dni
Są takie wyjazdy, których nie planuje się przez wiele tygodni. Wystarczy kilka wolnych dni, spakowany namiot, zatankowany motocykl i decyzja, żeby po prostu ruszyć przed siebie. Tak właśnie wyglądała moja trzydniowa wyprawa Hondą Africa Twin w Bieszczady, która odbyła się w dniach 7–9 sierpnia 2026 roku.
W ciągu trzech dni przejechałem około 1200 kilometrów. Była to krótka, ale intensywna podróż – z noclegami pod namiotem, całymi dniami spędzonymi na motocyklu, bieszczadzkimi drogami, dobrym jedzeniem i niespodziewanym recitalem Lecha Dyblika.
Dzień pierwszy – po pracy do Kazimierza Dolnego
Tego wieczoru dotarłem do Kazimierza Dolnego, gdzie znalazłem nocleg na polu biwakowym na Kempingu Spichlerz. Za jedną osobę, motocykl i namiot policzono mi aż 70 zł za noc. Nie była to najtańsza opcja, szczególnie jak na zwykły nocleg pod namiotem, ale zrobiło się już późno i nie miałem większego wyboru. Trzeba było zostać, odpocząć i zebrać siły przed znacznie dłuższą trasą następnego dnia.
Pierwszy dzień nie przyniósł więc rekordowego dystansu, ale pozwolił skrócić sobotni dojazd i od samego początku poczuć, że wyprawa już się rozpoczęła.
Dzień drugi – całodzienna jazda w stronę Bieszczad
W sobotę ruszyłem około godziny 8:00 rano. Przede mną był praktycznie cały dzień jazdy. To właśnie tego dnia Honda Africa Twin miała pokazać, jak radzi sobie na dłuższym dystansie, z
bagażem i na drogach o bardzo różnej jakości.
Z każdym kolejnym kilometrem krajobraz stopniowo się zmieniał, a droga prowadziła coraz bliżej Bieszczad. Africa Twin dobrze sprawdzała się zarówno na szybszych odcinkach dojazdowych, jak i na węższych drogach pełnych zakrętów. Wysoka pozycja za kierownicą, wygodna kanapa, dobra ochrona przed wiatrem oraz zawieszenie radzące sobie z nierówną nawierzchnią sprawiały, że nawet po wielu godzinach jazda nadal dawała sporo przyjemności.
Pod koniec dnia dotarłem do miejsca o nazwie Zagroda Chryszczata. I muszę przyznać, że było to jedno z najprzyjemniejszych odkryć podczas całego wyjazdu.
Zagroda Chryszczata – miejsce, które warto odwiedzić
Zagroda Chryszczata oferuje bardzo duże pole namiotowe położone z dala od ruchliwej ulicy. Jest tam spokojnie i można naprawdę odpocząć po całym dniu spędzonym na motocyklu. Zamiast hałasu samochodów słychać przede wszystkim naturalne dźwięki Bieszczad.
Na miejscu działa również bar, w którym można zjeść porządny, domowy posiłek. Za schabowego z ziemniakami i surówką zapłaciłem 40 zł. Piwo – zarówno lane, jak i butelkowe – kosztowało około 15 zł.
Rano skorzystałem również ze śniadania. Za 40 zł dostałem duży talerz z jajkami na bekonie, warzywami, pieczywem, serem i wędliną, a do tego dużą kawę. Porcja była konkretna i bardzo dobrze sprawdziła się przed kolejnym dniem jazdy.
Zagroda Chryszczata okazała się nie tylko dobrym miejscem na nocleg i posiłek. Tego wieczoru, o godzinie 20:00, odbywał się tam recital Lecha Dyblika. Zupełnie przypadkiem trafiłem więc na dodatkową atrakcję i mogłem połączyć motocyklową wyprawę z kameralnym wydarzeniem artystycznym.
To właśnie takie nieplanowane sytuacje często najbardziej zapadają w pamięć. Człowiek przyjeżdża tylko rozbić namiot i odpocząć, a trafia na wieczór, którego wcześniej w ogóle nie brał pod uwagę.
Zagrodę Chryszczata zdecydowanie mogę polecić osobom podróżującym po Bieszczadach – motocyklistom, turystom oraz wszystkim, którzy szukają spokojnego miejsca na nocleg z dobrym jedzeniem i wyjątkową atmosferą.
Dzień trzeci – wzdłuż południowej granicy i w stronę domu
Trzeci dzień był już przede wszystkim powrotem w stronę domu. Nie oznaczało to jednak wyboru najkrótszej i najszybszej drogi.
Przez pewien czas poruszałem się jeszcze w pobliżu południowej granicy Polski, po drogach Podkarpacia. Chciałem wykorzystać ostatnie godziny wyjazdu i nacieszyć się trasą, zanim kierunek ostatecznie zmieni się na powrotny.
To był dobry sposób na zakończenie wyprawy – bez gwałtownego przeskoku z bieszczadzkiego klimatu prosto na główne drogi. Jeszcze trochę zakrętów, spokojniejszych miejscowości i górskich krajobrazów, a dopiero później dłuższa droga do domu.
Africa Twin na trzydniowej wyprawie
Podczas takich wyjazdów Honda Africa Twin pokazu
je swój największy atut – wszechstronność. Motocykl dobrze radzi sobie na długich odcinkach, krętych drogach i gorszej nawierzchni. Kufry pozwalają bez problemu zabrać namiot, odzież oraz pozostałe wyposażenie potrzebne na kilka dni.
Africa Twin nie wymaga idealnego asfaltu ani szczegółowo zaplanowanej trasy. Można wybrać kierunek, zapakować motocykl i ruszyć, wiedząc, że poradzi sobie zarówno podczas długiego dojazdu, jak i na lokalnych drogach prowadzących przez góry i lasy.
Przejechanie około 1200 kilometrów w trzy dni było dobrym sprawdzianem motocykla. Mimo wielu godzin spędzonych w siodle wyjazd nie stał się męczącym obowiązkiem. Przez większość czasu najważniejsza pozostawała przyjemność z jazdy i obserwowanie zmieniających się krajobrazów.
1200 kilometrów później
Trzy dni minęły zdecydowanie za szybko, ale wystarczyły, żeby oderwać się od codzienności, spędzić wiele godzin na motocyklu i poczuć prawdziwy klimat Bieszczad.
Była to wyprawa bez przesadnie skomplikowanego planu. Pierwszego dnia krótki odcinek po pracy i nocleg w Kazimierzu Dolnym. Drugiego – całodzienna jazda i wyjątkowy wieczór w Zagrodzie Chryszczata. Trzeciego – droga wzdłuż południowej części Podkarpacia i stopniowy powrót do domu.
Bieszczady po raz kolejny pokazały, że nie trzeba wyjeżdżać poza Polskę, żeby znaleźć świetne motocyklowe drogi, piękne krajobrazy i miejsca z niepowtarzalnym charakterem. Honda Africa Twin natomiast potwierdziła, że została stworzona właśnie do takich podróży.
Zobacz trasę wyprawy
Pełny przebieg trzydniowej wyprawy można zobaczyć na interaktywnej mapie:
Otwórz trasę wyprawy w Bieszczady
Termin: 7–9 sierpnia 2026
Dystans: około 1200 km
Motocykl: Honda CRF1000 Africa Twin
Kierunek: Kazimierz Dolny – Bieszczady – Podkarpacie – powrót do domu





